Aktualności

Wiosna na talerzu. Czy nowalijki są bezpieczne?

2018-04-11

 

Na przełomie marca i kwietnia w sklepach zaczyna się sezon na nowalijki. Młode pomidory, rzodkiewki, sałata, ogórki wabią nas kolorem i soczystym wyglądem, zachęcając do kupna. Nasz organizm po zimie zaczyna odczuwać brak witamin i minerałów, dlatego tak chętnie sięgamy po krajowe warzywa i owoce mimo świadomości, że zostały wyhodowane w szklarni. Jednak „nowalijkowe” szaleństwo co roku budzi mieszane uczucia. Klienci zaczynają bowiem zastanawiać się, czy hodowane w sztucznych warunkach warzywa są zdrowe i mają jakąkolwiek wartość odżywczą? Czy warto jeść nowalijki i czy jest to bezpieczne?

Nowalijki pod kloszem

W wielkich oszklonych halach utrzymywane są warunki zbliżone do letnich. Szklarnie zapewniają odpowiednią temperaturę, oświetlenie i wilgotność, tak aby rośliny miały optymalne warunki do wzrostu i dojrzewania. Do uprawy, zamiast klasycznego podłoża, najczęściej stosuje się mieszaninę torfu, ziemi liściowej, nawozów i mikroelementów. Dla optymalizacji procesów produkcyjnych często stosuje się też tzw. uprawy hydroponiczne. W takim wypadku korzenie zanurzone są w płynnym roztworze składników mineralnych, których skład zmienia się stosownie do wymogów uprawy danego gatunku roślin.

Korzystny dla upraw szklarnianych jest też fakt, że rośliny nie są narażone w takim stopniu, jak sezonowe uprawy, na szkodniki oraz ciężkie warunki atmosferyczne, jak przymrozki lub grad. Warzywa i owoce ze szklarni rosną zatem szybko i często są bardziej okazałe, niż te uprawiane na otwartej przestrzeni.

Odżywcze i smaczne nowalijki?

Wbrew obiegowej opinii warzywa i owoce szklarniowe zawierają podobną ilość minerałów i witamin, jak te uprawiane na polu. Jedynie brak dostatecznie dużej ilości światła słonecznego w czasie uprawy (ze względu na krótszy niż późną wiosną i latem dzień) sprawia, że nowalijki są uboższe w witaminę C i bioflawonoidy.

O wiele większy problem dla wielu klientów stanowi wyraźna różnica w smaku między nowalijkami, a roślinami sezonowymi. Wspomniana niewystarczająca ilość światła słonecznego podczas uprawy powoduje, że warzywa i owoce nie wytwarzają podczas wzrostu wystarczająco dużo cukru i substancji zapachowych. Stąd smak nowalijek jest uboższy. Podobny efekt ma miejsce, gdy w celu optymalizacji cyklu dostaw do sklepów warzywa zrywane są jako niedojrzałe. Takie plony umieszczane są następnie w komorach wypełnionych etylenem, gazem który przyspiesza dojrzewane. Na szczęście specjaliści uspokajają: nawet takie warzywa, choć mniej przyjemne w smaku, zachowują wszystkie wartości odżywcze.

Diabeł tkwi w szczegółach

Wydawać by się mogło, że pomijając kwestię smaku nowalijki właściwie pozbawione są wad. Niestety,  dostępność warzyw i owoców poza ich naturalnym okresem występowania, wymusza stosowanie w uprawach nawozów sztucznych, zawierających związki azotu. Sam azot nie jest niczym złym, to w końcu składnik naszej atmosfery. Szkodzi nam jego nadmiar. Problem stanowi tu nieselektywne przyswajanie związków azotu przez rośliny. Innymi słowy, warzywa i owoce pobierają i przyswajają tyle związków azotu, ile jest dostarczone, a nie tyle ile potrzebują do prawidłowego rozwoju. Niestety powszechną praktyką, którą potwierdzają regularne kontrole wykonywane przez Inspekcję Handlową Artykułów Rolno-Spożywczych, jest przekraczanie norm zawartości związków azotu w uprawach. W efekcie nadmiar azotanów odkłada się w warzywach, zwłaszcza w ich korzeniach i zewnętrznych liściach. Zatem najwięcej ich możemy znaleźć w rzodkiewkach, marchewce czy sałacie. Nadmiar związków azotu u człowieka może doprowadzić do zatrucia. W najczarniejszym scenariuszu, w długim okresie, spożywanie nadmiaru związków azotu może przyczynić się do zachorowania na raka żołądka. Azotany w naszym organizmie upraszczają się do azotynów, a te z kolei później przekształcają się w rakotwórcze nitrozoaminy.

Czy nowalijki są bezpieczne?

Co zatem zrobić, by zapobiec spożywaniu nadmiernej ilości związków azotu? Na pewno nie rezygnować z nowalijek! Zdaniem ekspertów kilka liści sałaty, czy rzodkiewek nam nie zaszkodzi. Jedocześnie jednak radzą, by wybierać mniej narażone na odkładanie się szkodliwych związków warzywa – jak pomidory i ogórki. Należy je zawsze dokładnie umyć, a najlepiej obierać ze skórki, zwłaszcza gdy podajemy takie warzywa dzieciom. To wszystko możemy zrobić już po zakupie. Natomiast ważne jest, by świadomie wybierać to co kupujemy. Najlepiej kupować nowalijki od zaufanych rolników, czy ze straganu, którego właściciel może nas zapewnić o pochodzeniu i jakości sprzedawanych płodów rolnych. Dobrym, choć droższym pomysłem jest kupowanie nowalijek z upraw ekologicznych, wówczas mamy pewność pochodzenia i jakości. W sklepie czytajmy uważnie wszystkie etykiety i opisy przy cenach. Nie bójmy się też zapytać sprzedawców, a jeśli nie potrafią udzielić satysfakcjonującej odpowiedzi wtedy zrezygnujmy z zakupu i szukajmy innego sklepu. Zadajmy sobie trochę trudu po to, by po zakupie mieć pewność, że podajemy na stół sobie i naszym dzieciom bezpieczne warzywa i owoce.

Czy warto jeść nowalijki?

Warzywa i owoce zawsze warto jeść, dostarczają nam niezbędnych witamin i składników odżywczych. Pamiętajmy tylko, by w okresie wczesnej wiosny nie spożywać ich w nadmiarze. Na owocowo-warzywne szaleństwa warto poczekać na maj i czerwiec, kiedy pojawią się pierwsze plony z upraw tradycyjnych. Zwracajmy uwagę na informacje zawarte na produktach, pytajmy, szukajmy ekologicznych dostawców. Dzieci powinny też korzystać z dostępnych warzyw i owoców, ale tu szczególnie zwracajmy uwagę na ilość i jakość. Jeśli tylko będziemy jeść nowalijki z rozwagą, z pewnością nie zaszkodzą, a mogą tylko pomóc w zbilansowanym odżywianiu. Smacznego.